Pewnego pięknego sierpniowego dnia do redakcji INFOMUSIC wkroczył kurier i wniósł pudło tekturowe średnich rozmiarów. A na tym pudle napis znajomy – Cube. Jeszcze tego samego popołudnia to samo pudło znalazło się w mojej niewielkiej kawalerce, zaś jego zawartość, czyli wzmacniacz Roland Cube 80x, ku wątpliwej radości sąsiadów pokazywał mi na co go stać.

Zanim jednak opiszę na co faktycznie stać ów piecyk, nadmienię dlaczego bez cienia wahania zgodziłem się na przeprowadzenie tego testu. Otóż sam od nieco ponad roku jestem posiadaczem Cube’a 30x. I muszę przyznać, że jestem zeń zadowolony, choć używam go jedynie wewnątrz moich czterech ścian, ewentualnie na cichym jam session bez udziału perkusji. Poczciwa „trzydziestka” sprawdza się dobrze podczas domowych ćwiczeń oraz zastosowaniach typu home recording.

Czym zatem różni się „osiemdziesiątka”? Na pierwszy rzut oka różnic jest niewiele. Ot taka większa, trochę bardziej rozbudowana „trzydziestka”. Jednak już po kilku minutach gry można z pełną odpowiedzialnością i ręką na sercu stwierdzić, że Cube 80x to zupełnie inny wzmacniacz. Dlaczego?

Różnica nr 1 – MOC, a zatem ZASTOSOWANIE.

Nie trzeba być Stevenem Hawkingiem aby obliczyć, że 80W to ponad dwa razy więcej, a nawet prawie 3 razy tyle co 30W. To już zupełnie zmienia zastosowanie tego wzmacniacza, bowiem (oprócz zastosowania słuchawek) na Cubie 80x nie poszalejemy swobodnie w mieszkaniu, jeżeli nie chcemy potem znajdować przykrych niespodzianek na wycieraczce. Do tego dochodzi średnica głośnika – Cube 30x posiadał głośnik 10”, zaś jego młodszego brata wyposażono w 12” głośnik wysokiej wydajności.

Kolejnym gwoździem do trumny domowego grania jest brak switcha Power Squeezer, który znalazł się na pokładzie Cube’a 30x. Dla tych, którzy nie mieli styczności z „trzydziestką” powiem, że ów Power Squeezer służył do poszerzenia brzmienia i wzmocnienia go w dolnym paśmie. Po wciśnięciu tego przycisku wzmacniacz grał ciszej, ale zachowywał pełną barwę, co było idealnym dodatkiem dla domowych zastosowań.

 

Cube 80x Power Squeezera nie posiada. Ale czy to go w jakikolwiek sposób dyskwalifikuje? Absolutnie! Wręcz przeciwnie, oto bowiem pierwszy (od czasów 60-tki) wzmacniacz z rodziny Cube, który możemy spokojnie zanieść na próbę rockowej kapeli w pełnym składzie nie obawiając się, że gitara zostanie zadeptana przez bębny czy bas. O ile Cube 30x może być tylko w niektórych warunkach stosowany jako odsłuch, tak na próbie z porządną dawką rockowego mięsa nie da sobie rady. A „osiemdziesiątka” owszem.

Miłym dodatkiem, o którym warto wspomnieć właśnie w tym miejscu jest wyposażenie Cube’a 80x w potencjometr Presence (zdj. powyżej). Do czego służy? Podkręcenie tego kurka daje dodatkowe 10dB, dzięki czemu gitarze jeszcze łatwiej jest się przebić przez inne instrumenty.

Różnica nr 2 – KANAŁY i KONTROLA

Moja własna, osobista 30-stka to wzmacniacz dwu-kanałowy. I w zasadzie w tej mocniejszej odsłonie Cube’a jest podobnie. Kanał Clean oraz kanał Lead, oba z niezależną kontrolą Volume, kontrolą Gain oraz emulatorem wzmacniaczy na kanale Lead. Ponadto trójzakresowy EQ do tonów niskich, wysokich i środków (obok Presence wspomniany wyżej). Ale to nie wszystko. Bo w praktyce 80-tka posiada dodatkowy, programowalny kanał Solo (patrz – zdjęcie poniżej). Także w istocie rzeczy Cube 80x jest piecem 3-kanałowym. Solo również posiada niezależną kontrolę Volume, jest ostrzejszy z charakterystycznym pazurem. Idealnie nadaje się do… Nazwa mówi sama za siebie.

Trzeci kanał jest sprzężony z Leadem, bowiem to na panelu drugiego kanału następuje ustawianie brzmienia. Jednak po przytrzymaniu switcha Solo Memory przez 2 sekundy ustawione brzmienie jest zapamiętywane i przywoływane po włączeniu tegoż kanału. Miły dodatek i muszę przyznać – przydatny.

 

W tym miejscu nie wypada wręcz nie wspomnieć o jeszcze jednym, nowym elemencie na kanale Clean. Switch Bright (zdjęcie poniżej). Bright w obcym języku oznacza jasny, więc relatywnie szybko domyśliłem się, że wciśnięcie tego ustrojstwa rozjaśni brzmienie na czystym kanale. I tak też się stało. Dodatkowy element kontroli na panelu, dzięki któremu możemy jeszcze bardziej zróżnicować paletę dźwięków. Mnie osobiście bardziej odpowiadały tony rozjaśnione, czyli przy wciśniętym switchu Bright.

Różnica nr 3 – EFEKTY DELAY oraz REVERB

I to jest to, co zauważyłem od razu! Niezależna kontrola pogłosu i delay’a za pomocą oddzielnych potencjometrów. Mało tego – oba efekty zostały mocno rozwinięte. Coś mi się zdaje, że lobby osób, które zawiedzione były jedną gałką do delay i reverbu (do których notabene i ja należę) dopięło swego.

Na pierwszy ogień Reverb. Do połowy ustawiamy Reverb sprężynowy (z ang. Spring), za połową tranzystorowy (z ang. Plate). Sprężyna była jednym z tych głównych chwytów reklamowych 80-tki, co zresztą widać na frontowym grillu. I w sumie słuszną linię przyjęły inżyniery Rolanda. Sprężynowy Reverb to jeden z tych elementów, które przyjąłem z największym entuzjazmem. Co do Plate’a to już nie byłem tak zachwycony, może gdybym zaczął od niego? W każdym razie po pierwszym uruchomieniu pogłosu korzystałem praktycznie tylko ze sprężyny.

Delay. Tu mamy dwie możliwości samego delay’a (Warm oraz Clear), które same w sobie są nowością. Jeżeli dorzucimy do tego looper oraz klawisz Tap Tempo to właściwie moje prośby zostały spełnione. Dokładnie tego brakowało mi w 30-tce. Po pierwsze – niezależnej kontroli, po drugie – możliwości ustawienia własnego tempa powtórzeń. Looper już przerósł moje oczekiwania.

Odkręcam i słucham. Delay naprawdę ładnie gada, mój wybór pada na Warm, który zdaje się być pełniejszy od Cleara. Ale to tak naprawdę kwestia gustu.

Looper z początku zdawał się być zagmatwany w obsłudze. Wszystko polega na przyciskaniu, przytrzymywaniu, podwójnym klikaniu w klawisz Tap Tempo. Pierwsze pojedyncze wciśnięcie. Switch podświetla się na czerwono i miga. To znak, że jest gotowy do przyjęcia frazy. Kiedy zaczyna ją rejestrować? Kiedy otrzyma pierwszy wyraźny sygnał z gitary. Tu plus – zaczynasz kiedy chcesz. Dalej już nie jest tak różowo. Aby zakończyć równą frazę konieczne jest wciśnięcie klawisza. Bez footswitcha nie idzie, zawsze będzie choćby minimalne spóźnienie albo urwanie frazy. Chyba, że ktoś ma trzy ręce. Albo footswitch właśnie. Ja footswitcha nie miałem, frazy były urywane, bo wolę już w ogóle nie grać niż grać koślawo i krzywo.

Udało mi się zapętlić 4 frazy: 1. Clean + Chorus (o efektach później); 2. Clean; 3. Lead + Black Panel + Gain do połowy; 4. Solo na mocnym przesterze. Piątej nie zapętlałem bo nie było takiej potrzeby. Także nie wiem jaka jest rzeczywista ilość pętli, jakie Cube 80x może udźwignąć. Wiem natomiast, że przy czterech zaczynają boleć uszy. Dźwięk staje się kłujący, mimo, że nie podkręcam żadnego Volume’a zdaje się być coraz głośniejszy. Pomaga skręcenie potencjometru w granicach loopera. Jest delikatniej.

Looper, który Roland zamontował na pokład Cube’a 80x służył mi głównie do zabawy. Jedna fraza, druga, trzecia. I ot! Powstaje całkiem fajny zestaw dźwięków. Także dzięki tej zabawie zrodziło mi się w głowie kilka nienajgorszych pomysłów do zrealizowania. Ale tego już będę dokonywał metodą home recordingu. O zastosowaniu 80-tki do nagrań w domowym mini-studio później.

Różnica 4 – KANAŁ LEAD

Tu w zasadzie nie należy się rozpisywać, jeżeli ktoś zna środowisko Cube’a. Ja znam z 30-tki. Różnicą jest dołożenie kolejnego emulatora – DLX Combo. W sumie na pokładzie jest obecnie dziewięć emulatorów.

Dla tych, którzy nie znają krótka charakterystyka.

 

  • ACOUSTIC – emulacja brzmień akustycznych. Po podłączeniu elektryka nie osiągnąłem niczego, co by przypominało brzmienie akustyka, ale elektroakustyk – w tej roli zupełnie przeciętne i wysłużone wiosło – już daje radę. Także Cube 80x może służyć również jako wzmacniacz akustyczny, choć akurat pod tym kątem bym raczej szukał innego rozwiązania. Ja emulator akustyczny potraktowałem raczej jako dodatkowe brzmienie Clean.
  • BLACK PANEL – jeden z faworytów. Mocno pachnący lampowym Fenderem. Dźwięk prawie czysty, choć podkręcenie Gain daje mu niezłego pazura. Idealny do mrocznego blues-rocka, ciemnych klimatów, psychodeliki a’la Tool czy progresji Pink Floyd’owych. W połączeniu z Delayem – rewelacja. Już na 30-tce zarywałem noce katując moje wiosełko na Black Panelu. Młodszy, większy Cube znacznie obniżył moją produktywność w pracy z tego samego powodu. I w końcu mogłem to brzmienie wykorzystać na próbie…
  • DLX COMBO. Nowość w Cube! Od tego poziomu zaczynają się brzmienia typu crunch. Klimaty bluesowe i rock’n’rollowe. Przyjemnie.
  • BRIT COMBO. Wiadomo czym to pachnie. W zasadzie jeden z najrzadziej włączanych przeze mnie emulatorów. Brzmi poprawnie choć nie zachwyca. Ale to już kwestia gustu. W połączeniu z innymi efektami (np. Chorus) można osiągnąć niebanalne dźwięki.
  • TWEED – tak jak poprzednie dwa w podobnym klimacie bluesowo – soft rockowym, choć tu już przester jest wyraźniejszy. Lekki i przyjemny, nadający się do łagodniejszych riffów oraz solówek w stylu Dire Straits.
  • STACK CLASSIC – W tym miejscu zaczynają się cięższe klimaty. Ten emulator spodoba się wioślarzom lubiącym cięższe, brudniejsze klimaty, choć to nie jest największe piekło jakie można w 80-tce osiągnąć. Bardziej pasuje do klimatów grunge’owo – punkowych.
  • METAL – jak sama nazwa wskazuje, coś dla dzieci szatana. Mocne, ostre brzmienie, choć ze zbyt wyciągniętą górą jak na mój gust. Solo idzie ładnie, selektywnie, ale riffy nabierają mocy przy mocno skręconych górach. Treble na prawie zero i można grać.
  • R-FIER – emulator Mesy. Równie ostry jak jego poprzednik, choć z bardziej uwydatnionymi dołami. Cięższy i równie szatański. Doskonały do ostrych fragmentów.
  • DYNA AMP – chyba mój ulubieniec. Bardzo solidny emulator mocnej lampy. I chyba najbardziej uniwersalny ze wszystkich. Przy skręconym Gainie mroczny, z lekkim pazurem, o ciemnej charakterystyce. Gain do góry i otrzymujemy potężne brzmienie lampowego potwora. Bardzo udany efekt obecny już w 30-tce. Katowany przez długie godziny. Polecam!

Różnica nr 5 – ZŁĄCZA..

W zasadzie chyba niewiele zostało do powiedzenia na temat różnic. Chyba tylko masa własna modelu i jego gabaryty oraz złącza dostępne na panelu tylnym (w 30-tce wszystkie na górze).

Otóż do 80-tki można podłączyć trzy footswitche – jeden do Tap Tempo, drugi kontrolujący efekty, trzeci do zmiany kanałów. Z tyłu umieszczony został również przełącznik, którym wybieramy typ podłączonego footswitcha. Tak jak w 30-tce mamy wyjście słuchawkowe/recording oraz wejście na mp3 player. Nowością jest bezpośrednie wyjście do konsolety (Line Out) oraz do dodatkowej kolumny (max 80W/8Ω). Czyli tak naprawdę całkiem sporo. Wyposażamy się w odpowiednią ilość podłogowych przełączników, kabli i z Rolanda Cube 80x robi się świetny piec odsłuchowy. Jesteśmy w zasadzie w pełni wyposażeni na koncert czy próbę.

I tu kilka słów o zastosowaniu w home recordingu. Tak jak pisałem, Cube 80x jest do domu nieco za głośny. Ale próby podłączenia go zarówno bezpośrednio pod interfejs, jak również wykorzystania mikrofonu podczas rejestracji wypadły dlań pomyślnie. Sam jestem zwolennikiem rozwiązań mikrofonowych – brzmią bardziej naturalnie. Ale linia Cube 80x kablem do interfejsu, zaś z interfejsu odsłuch na słuchawkach eliminuje problem pikiety sąsiadów pod twoimi oknami. Do domu jak znalazł, pomysły nagrywasz a potem marsz z nimi do studia.

Różnica nr 6 – PODSUMOWANIE

30-tka to 8.5 kg. Nowy Rolek waży 16kg i to wcale nie jest jakoś strasznie dużo. Jest przede wszystkim poręczny, wygodny, o niewielkich gabarytach. Więc o ile Cube 30x jest zaprojektowany z myślą o domowym zaciszu, ew. cichych próbach, gdzie nie potrzeba dużo mocy, o tyle nowy Roland Cube 80x do wzmacniacz, który świetnie sprawdzi się w warunkach typu sala prób czy koncert (jako odsłuch). Tym samym potwierdza się to co na początku napisałem – te dwa wzmaki to dwa inne światy. Mimo że bracia z jednaj matki, to wychowani w dwóch kompletnie różnych środowiskach.

Naskrobałem tyle o różnicach, a jednak z racji wspólnych genów 30-tka i 80-tka mają dużo cech wspólnych. O dwóch należy wspomnieć obowiązkowo.

Podobieństwo nr 1 – EFEKTY FX

Niestety – w beczce miodu znalazła się też łyżka dziegciu. Krótko – Chorus, Phaser, Flange, Tremolo. O ile Chorus brzmi całkiem sympatycznie i można na nim co nieco ukręcić, o ile znośne są Flange i Phaser, o tyle Tremolo to jakaś pomyłka. Jest to zdecydowanie najsłabszy element tych dwóch wzmacniaczy. Sam nie jestem fanem tremolo, należę raczej do delay’owców, ale potrafię docenić ten efekt, jeśli naprawdę ładnie brzmi. Tutaj nie brzmi ładnie. Brzmi biednie. Reszta efektów zdaje egzamin z oceną dostateczną lub dobrą z minusem w przypadku Chorusa.

Podobieństwo nr 2 – ON-BOARD TUNER

Czyli wbudowany stroik, jakby kto nie wiedział. I co? Nic fajnie, że jest, bo co tu dużo pisać. Dzięki niemu teoretycznie nie muszę wozić ze sobą innych stroików, choć szczerze wolałbym korzystać z dokładniejszych i bardziej precyzyjnych urządzeń tego typu. Nie chcę przez to powiedzieć, że jest niedokładny, tylko może mniej komfortowy. Po pierwsze dlatego, że na każdą strunę trzeba przestawiać gałkę do zmiany emulatorów, o czym nie trudno zapomnieć, jeśli się choć raz korzystało z elektronicznych tunerów. Po drugie dlatego, że za pomocą trzech diod ciężko jest precyzyjnie sygnalizować strojenie. Nie wymagam oczywiście wyświetlacza LCD, ale jednak czasem warto mieć ze sobą precyzyjny stroik elektroniczny.

Podsumowanie

Pisałem już chyba o wszystkich cechach obu Cube’ów, więc proponuje na deser próbę opisania brzmienia. Pewnie wolelibyście próbki dźwiękowe? Możecie znaleźć je w filmie na dole. Pamiętajcie jednak, że każdy element gra tu ważną rolę i choćby mikrofon może nieco to brzmienie zmieniać. Najlepszym pomysłem będzie oczywiście zabranie ukochanego wiosła i spacer do sklepu muzycznego w celu przetestowania go podług własnego widzi-mi-się.

W każdym bądź razie wzmacniacz brzmi lepiej niż poprawnie. Ma ładne cleany, fajne emulacje wzmacniaczy. Dźwięk można sobie łatwo ustawić, zoptymalizować. Także duży plus za elastyczność. Bo znajdzie w nim coś dla siebie zarówno bluesman, metalowiec, cowboy grający country czy harcerz brzdąkający hity Lady Pank (bez urazy, lubię Lady Pank, ale „Zawsze tam gdzie Ty”… ech…).

Wzmacniacz nadaje się zarówno dla początkujących graczy, którzy chcą odkryć świat efektów i różnych brzmień a najlepiej wszystko naraz, jak i tych bardziej zaawansowanych, którzy cenią sobie elastyczność brzmieniową i wygodę a wykorzystają go podczas prób czy nagrania swojego demo.

Jest to także dobra propozycja dla zawodowców, którzy zaufali brzmieniom Cube’a i mogą zastosować go jako odsłuch na koncercie przy okazji podłączając go pod zewnętrzny stół. Jest to wreszcie bardzo fajna propozycja dla tych, którzy chcą dobrze wydać swoje pieniądze. Bo ok. 1 500zł za wzmacniacz, do którego dokupimy już tylko kable i switche? To bardzo dobra cena. Nie pozostało nic jak podsumować samo podsumowanie – świetny i niedrogi wzmacniacz! Dziękuję i miłej zabawy z nowym Cube’em 80x.

PS. Do testów wykorzystałem następujący sprzęt:

Gitara: lutnicza z pracowni Wiesława Długosza (ta sama co na filmie). Dwa humbackery, jawor / klon / palisander.
Kable: Proel
Interfejs: Presonus Inspire 24bit/96k
Mikrofony: Electro Voice N/D767a, Electro Voice N/D478