Aparaty serii TZ panasonika to jedne z częściej polecanych, średnio zaawansowanych kompaktów na naszym rynku. Ich popularność wynika m.in. z tego, że łączą one w sobie kilka bardzo porządnych cech. Są zgrabne, łatwe w obsłudze, solidnie wykonane i oferują świetną, szerokokątną optykę z12x zoomem. Na sukces Lumixów TZ składa się ostatnio także wydajna reklama, której bohaterem jest TZ7 reklamowany jako idealna hybryda aparatu i małej kamery. W cieniu goszczącego często w telewizyjnych blokach reklamowych TZ7 znajduje się „okrojony” TZ6, którego zasadniczo pozbawiono tylko kilku funkcjonalności związanych z kręceniem filmów, a to z kolei przełożyło się na niższą cenę.

Ostatni Panasonic Lumix z serii TZ gościł u nas na początku tego roku. Był nim TZ3 czyli model, po którego premierze kurz już dawno opadł. Solidny kompakt japońskiego giganta zrobił na nas bardzo dobre wrażenie prostotą obsługi, rozwiniętą automatyką ułatwiającą robienie zdjęć nawet absolutnym nowicjuszom oraz bardzo dobrą optyką sygnowaną logo Leica. Blisko dwa i pół roku od prezentacji TZ3 możemy podziwiać TZ6, który kontynuuje dzieło swojego poprzednika zmieniając się zgodnie z wymaganiami rynku. DMC-TZ6 podobnie jak TZ7 zyskał kilka megapikseli i teraz dysponuje matrycą gdzie znajdziemy ich aż 12,7 (efektywnych 10,1). Drobnej modyfikacji uległ także obiektyw LEICA DC VARIO ELMAR poszerzając zakres ognikowych, który zaczyna się teraz od 25mm oddając nam do dyspozycji jeszcze szerszy kąt widzenia. Obiektyw składający się z 10 elementów w 8 grupach, z 2 soczewkami ED, 2 soczewkami asferycznymi oraz 3 powierzchniami asferycznymi dysponuje więc zoomem 12x (25mm do 300mm – ekwiwalent dla filmu 35mm), a przybliżenie to możemy jeszcze zwiększyć do 21,4x dzięki rozwiązaniu o nazwie Extra Optical Zoom. Działanie tego systemu według wyjaśnienia jakim raczy nas producent jest takie, że aparat uzyskuje podwójne powiększenie korzystając z centralnej części matrycy i obniżając rozdzielczość do 3 megapikseli.

DMC-TZ6 to cały czas aparat kompaktowy przeznaczony dla podróżników robiących zdjęcia krajobrazów, rodziców uwieczniających urodziny swoich pociech i bywalców imprez bawiących się robieniem zdjęć. W związku z tym panasonic ograniczył możliwość manualnego ustawienia parametrów zdjęć do minimum pozostawiając nam tylko ręczną regulację czułości ISO oraz regulację balansu bieli ustawianą na 10 stopniowej skali. Mimo, że niektórzy konkurenci panasonika oferują od dawna opcję pobierania danych bieli z fragmentu kadru to i tak prawidłowe ustawienie wartości WB w TZ6 odbywa się szybko i sprawnie. Pomaga w tym intuicyjne i proste menu, które wyświetlane jest na ekraniku LCD o przekątnej 2,7″. Mimo, że dysponuje on zaledwie połową rozdzielczości ekranu swojego droższego brata (TZ6: 230 000 punktów, TZ7: 460 000 punktów) to i tak jest wystarczająco czytelny i jasny.

W trakcie naszego spotkania z Lumixem TZ6 szybko zapomnieliśmy o tym, że nie możemy sobie w nim zbyt wiele poustawiać. Naszą uwagę skutecznie odciągnął inteligentny tryb auto (iA), który podpiera się działaniem innych systemów wybierających za nas np. najbardziej odpowiedni tryb sceny. Nikogo nie zdziwi także obecność funkcji Face Detection ustawiającej ostrość na twarzach, a także optycznej stabilizacji obrazu, bez której wykonanie ostrych zdjęć przy maksymalnym zoomie było by niezwykle trudne. Sprawne działanie inteligentnego trybu auto gwarantuje dodatkowo system kontroli czułości ISO, który dysponuje następującymi wartościami: 80, 100, 200, 400, 800 i 1600. TZ6 oferuje nam także możliwość skorzystania z ISO 6400 w trybie wysokiej czułości. Zapewne wiele osób zapyta w tym momencie o szumy towarzyszące takim wartością ISO. Otóż super zoom panasonika poczynił w tej kwestii istotne postępy. Naszym zdaniem „kolorowy grad” zaczyna być dokuczliwy dopiero przy wartości 800, co w przypadku aparatów kompaktowych jest rezultatem całkiem przyzwoitym. Wśród automatów sprawiających, że fotografowanie lumixem TZ6 jest łatwe znajdziemy także Intelligent Exposure czyli rozwiązanie dbające o prawidłowy nastaw ekspozycji. Przy takim arsenale inteligentnych asystentów uzyskanie dobrego zdjęcia nie jest w cale trudne.

Droższy brat TZ6 (TZ7) w swojej reklamie telewizyjnej przedstawiany jest jako umiejętne połączenie aparatu i kamery HD. To właśnie rejestrowanie filmów w wysokiej rozdzielczości jest kryterium rozróżniającym te dwa modele. TZ6 w przeciwieństwie do TZ7 nagrywa w maksymalnej rozdzielczości 848 x 480 i przy 30 klatkach na sekundę. Do wyboru mamy dwie proporcje obrazu 4:3 i 16:9 oraz zapis w formacie QuickTime Motion JPEG i AVCHD Lite. TZ6 jest także poszkodowany jeżeli chodzi o jakość dźwięku w filmach. W przeciwieństwie do stereo w modelu TZ7 tu zaimplementowano jedynie skromne mono. Naszym zdaniem zamiast wymieniać różnice na korzyść TZ7 warto podsumować te kwestię w ten sposób, że jeżeli zależy nam na ruchomym HD zdecydujmy się na TZ7, a jeżeli wolimy w zamian zatrzymać kilkaset złotych w kieszeni lepiej wybrać TZ6.

Podsumowując TZ6 to aparat godny polecenia. Już na pierwszy rzut oka wzbudza on sympatię bardzo dobrym wykonaniem i łatwością z jaką się go obsługuje. Jego podstawowe atuty to szerokokątny obiektyw z 12x zoomem, mnogość sprawnie działających automatów dzięki, którym nawet laik zrobi całe mnóstwo dobrych zdjęć i funkcjonalność. Jednym z dowodów tej ostatniej cechy może być fakt, że poza ulubionymi przez panasonika kartami SD i SDHC w TZ6 możemy także używać MMC. Na wypadek, gdybyśmy jednak nie dysponowali żadną kartą zawsze możemy skorzystać z wbudowanych 40 MB pamięci. DMC-TZ6 to także „aparat na czasie” o czym najlepiej może świadczyć to, że jego wszystkie dobrodziejstwa zamknięto w obudowie lżejszej o blisko 1/3 niż w poprzednich modelach.