Od premiery aparatu S2000HD marki Fuji minęło już trochę czasu. Niemniej jednak jego specyfikacja jest na tyle atrakcyjna, że ten super zoom starzeje się bardzo powoli. Jego znakiem rozpoznawczym jest możliwość kręcenia filmów w jakość High Definition czyli gadżet, który jest już prawie standardem w nowych kompaktach, a cały czas wzbudza mnóstwo emocji. Ale czy aparat, w którego nazwie zawarto dwie magiczne literki potrafi oprócz kręcenia filmów robić też dobre zdjęcia? Czy jest wystarczająco silnym graczem, aby poradzić sobie na coraz trudniejszym rynku zaawansowanych kompaktów z optyką o dużym zakresie ogniskowych?

Po wyjęciu czarnego Fuji z pudełka stwierdziliśmy, że to co najważniejsze (pierwsze wrażenie) w tym aparacie z pewnością dopracowano. Obudowa jest pokryta materiałem stosowanym również do wykańczania lustrzanek co nadaje S2000HD trochę solidnego stylu. Aparat jest precyzyjnie złożony i masywny dzięki czemu trzymając go w ręce możemy poczuć się pewnie. Producent zadbał o to aby owa solidność i idąca za tym masa (386g bez akumulatorków) nie sprawiła, że aparat wypadnie nam z dłoni i stworzył bardzo głęboki grip pokryty anty poślizgową gumą. Łapiąc za tę praktyczną rękojeść będącą równocześnie miejscem instalacji akumulatorów AA można jednak odnieść wrażenie, że brakuje odrobiny miejsca na mały palec. No cóż jeżeli chwyt byłby płytszy pewnie przyczepilibyśmy się do tego, a skoro jest głęboki, to wiecie…

Ład i harmonię obudowy Fujifilm S2000HD zaburzył nam element zamykający pojemnik na akumulatory. W przeciwieństwie do reszty obudowy ten drobiazg wykonano wyjątkowo nieprecyzyjnie i niedbale. W przeciwieństwie do większości aparatów gdzie taka klapka otwiera się dzięki sprężynce sama, tu musimy nadać jej kierunek i zwrot własnymi rękami. Co gorsza podczas zamykania można zablokować ową klapkę w pozycji „zamknięte” mimo, że akumulatory wcale nie są zablokowane w prawidłowy sposób. W sumie błahostka ale psuje ogólne wrażenie.

Przystępując do cykania aparatem FujiFilm S2000HD zwróciliśmy uwagę na kolejne drobne uchybienie sprawiające, że propozycja ta może odstawać trochę na tle rynkowych konkurentów. Chodzi o wyświetlacz, który w większości testowanych przez nas aparatów tego segmentu jest regulowany. Wiemy także, że w Fuji instalowano takie rozwiązania w związku z tym zastanawia czemu akurat temu modelowi oszczędzono tak praktycznej funkcjonalności. Ekran LCD o przekątnej 2.7 cala tworzony przez 230 000 punktów rekompensuje ten fakt dużymi kątami widzenia oraz stosunkowo wysoką jasnością i ostrością.

Fujifilm S2000HD to aparat, który mimo swojego wyglądu, przywodzącego na myśl amatorskie lustrzanki, jest aparatem stworzonym do korzystania z trybów automatycznych. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że automatyka w tym modelu często podejmuje decyzje, z którymi trudno się zgodzić. Nasz podstawowy zarzut dotyczy dobierania czułości ISO, którą ten aparat często ustawia na ISO 800 nawet mimo dostępu dziennego światła. Nie jest to zbyt fortunne ustawienie gdyż S2000HD ma stosunkowo wysoki poziom szumów, który można byłoby w prosty sposób obniżyć wybierając ręcznie niższą czułość. Jeżeli już przy czułości ISO jesteśmy to aparat ten oferuje następujący zakres 100, 200, 400, 800, 1600 oraz 3200 i 6400, które dostępne są przy rozdzielczości 5 mpx.

Z uwagi na duży poziom szumów my znacznie chętniej korzystaliśmy z niższych czułości, a tym samym z pełnej rozdzielczości jaką oferowała matryca 10 megapikseli z sensorem CCD o rozmiarze 1/2.3 cala. Dzięki niej mogliśmy rejestrować zdjęcia w maksymalnej rozdzielczości 3 648 x 2 736 dla proporcji obrazu 3:2 oraz 3 648 x 2 056 dla 16:9. Szeroki kąt niezbędny także do kręcenia filmów w HD (1280 x 720) to zasługa obiektywu z 15 krotnym zoomem (ekwiwalent 27,6 mm – 414 mm) i jasnością F3,5-5,6. Jego konstrukcja sprawia, że w zasadzie przy każdej wartości ogniskowej zdjęcia są kontrastowe i pełne naturalnych kolorów. Opisując optykę FujiFilm  S2000HD nie można jednak nie wspomnieć o jej pewnych wadach. Przede wszystkim już po zrobieniu pierwszych zdjęć pudełka po aparacie zaobserwowaliśmy, że na styku jasnych i ciemnych powierzchni widoczna jest aberracja chromatyczna.

Pozostawiając właściwości obiektywu i innych elementów mających wpływ na jakość zdjęcia postanowiliśmy przejść do zagadnienia obsługi. W tej kwestii naszą uwagę zwróciło kilka sprytnych rozwiązań. Pierwszą pozycją w menu regulowanym pokrętłem jest tryb zapobiegający poruszeniu, pozwalający liczyć na to że aparat w wiadomy tylko sobie sposób zapobiegnie poruszeniom powodowanym przez nieskoordynowane ruchy fotografującego. Następna godna uwagi opcja to prosty tryb robienia dwóch zdjęć, jednego z naturalnym światłem, a drugiego z lampą. Jeżeli chodzi o rozwiązania pozwalające na zrobienie kilku zdjęć pod rząd ze zmiennym ustawieniem jakiegoś parametru to oprócz zdjęcie bez, a następnie z lampą mamy do dyspozycji jeszcze Bracketking ekspozycji robiący trzy zdjęcia, a także rozwiązanie godne detektywa czyli Bracketking zoomu. Ta ostatnia opcja pozwala na zrobienie trzech zdjęć jednego obiektu z tymże każde następne wykonywane jest za pomocą większej ogniskowej.

Podsumowując Fujifilm S2000HD to całkiem przyzwoity, choć nie bezbłędny aparat segmentu super zoom. Na szczególną pochwałę zasługują jego wykonanie, łatwość obsługi i kilka sprytnych dodatków takich jak możliwość włączenia siatki do kadrowania lub wspominany wcześniej bracketing zoomu. Przed wystawieniem wysokiej noty temu modelowi blokuje nas jednak optyka, która mimo, że pozwala robić kontrastowe i pełne pięknych barw zdjęcia natury i architektury to niestety cierpi na kilka trudnych do zaakceptowania błędów. Kolejnym problemem mogą okazać się szumy i niezrozumiała skłonność aparatu do wybierania wysokiego ISO. Jeżeli jednak przymkniemy na to oko możemy polubić Fujifilm S2000HD za arsenał możliwości godny najnowszych aparatów cyfrowych i cenę niewiele przekraczającą 1 000 zł.