W ciągu ostatnich bodajże trzech tygodni miały miejsce dwie ważne premiery związane bezpośrednio z firmą Apple. Jedno to premiera filmu ‘Jobs’, traktującego o początkach firmy, a w szczególności o Stevie Jobs’ie, aż do momentu prezentacji iPod’a. Drugie to ujawnienie dwóch nowych telefonów tejże firmy: flagowego 5S, oraz tańszego 5C. I tak zacząłem się zastanawiać: jaki związek mają między sobą te dwa wydarzenia? Może film miał zbudować napięcie przed prezentacją telefonów, dodatkowo zwiększyć zainteresowanie? Albo, dajmy na to, zadaniem filmu było przypomnienie sylwetki Jobs’a w taki sposób, by móc to wykorzystać w kampanii nowych telefonów? A może nie mają te premiery ze sobą nic wspólnego, i ta teoria spiskowa nie ma pokrycia?
Cóż, po wczorajszej prezentacji nowych modeli, jedno jest dla mnie pewne: ‘Jobs’ stał się antyreklamą dla Apple.

‘Jobs’

Nudziło nam się z Adą pewnego wieczoru, a że ‘Jobs’ wszedł dzień wcześniej do kin, to pojechaliśmy. Akurat tego filmu odpuścić sobie nie mogłem, gdyż Steve był, i w sumie wciąż jest, dla mnie inspiracją, jeśli chodzi o podejście do biznesu. Ostre, bezkompromisowe i z pomysłem, z naciskiem na wartości, a nie na zarobek za wszelką cenę. Da się lepiej?

 

O Apple wiem bardzo dużo, o drodze jaką Jobs przebył budując tą potęgę również. Uroki studiowania zarządzania ;). Tak więc historia opowiedziana w filmie nie była dla mnie zaskoczeniem, ale oglądało się to bardzo dobrze, bez zbędnego naginania faktów. O dziwo nawet Ashton Kutcher nie był wkurzający, jak to na niego przystało. Co więcej, mogę stwierdzić, że zagrał świetnie. Zresztą nie jest to tylko moje zdanie, Ada też oglądała bez chwili znudzenia, więc film mogę z czystym sumieniem polecić, w szczególności tym, który cierpią na chwilowy brak motywacji. Historia Steve’a Jobs’a bardzo podbudowuje. Więcej już nie spoileruję, nic nie wspominam, zapraszam do kin.

Ale do czego zmierzam:  jest pewna rzecz, którą Steve podkreślał za każdym razem, kiedy trwały prace nad jakimś projektem, a co jednocześnie przewija się przez cały film. Jest to jedna idea, dzięki której Apple zawsze wybijało się ponad przeciętność: wyjątkowość. Ich produkty miały być drogie, ale dopracowane do granic możliwości i wypełnione taką technologią, o której jeszcze użytkownicy nie myśleli.

No właśnie, wyjątkowość. Elitarność. Produkty drogie, ale perfekcyjne. Najwyższej jakości, od a do z. Z tym kojarzy(ło) się Apple. A teraz Steve Jobs przewraca się w grobie, widząc to, co zostało zaprezentowane.

Premiera Apple iPhone 5S & 5C

Jak zawsze w dniu premiery pod salonami Apple ustawiły się kolejki. Nie przypominam sobie, by jakikolwiek inny producent osiągnął coś takiego. Niby wiele osób ma ten sprzęt, ale poczucie elitarności wśród użytkowników wciąż istnieje, więc i ludzie czekają na kolejne modele. Proste jak konstrukcja cepa.

 

Apple zaprezentowało więc swój najnowszy flagowy model: iPhone 5S. Jak zwykle w przypadku modeli z tym ‘S’ na końcu, wiele się nie zmieniło w stosunku do poprzednika. W zawiłości techniczne nie będę się zagłębiał, można je znaleźć na wielu stronach. Dodam tylko, że wygląd w zasadzie się nie zmienił, dodano natomiast czytnik linii papilarnych, trochę wzmocniono bebechy, standardowa akcja. Ale wystarcza, znowu każdy chce go mieć.

Trochę wcześniej zaprezentowano również nowy system operacyjny dla wszystkich użądzeń mobilnych – iOS7. Fenomenalny (jak na mój gust) wygląd, nowe funkcjonalności oraz sposób działania, który przewyższają jak zawsze konkurencję. Tutaj widać przeskok, ale zobaczymy jak będzie w praktyce, niech tylko wypuszczą do ściągnięcia to sprawdzę osobiście.

 

A teraz czas na zgrzytanie zębów. Największy zamach na budowaną przez lata ideologię produktową Apple: iPhone 5C.
Wersja budżetowa.
Słabszy iPhone 5S.
Telefon wyglądający jak mydelniczka, by nie powiedzieć jak zabawka. Oczywiście, jak zawsze w przypadku Apple, perfekcyjnie wykonana zabawka. Jaskrawe kolory da się jeszcze wybaczyć, tak jak pomysł z lateksowo-gumowym pokrowcem typu ‘podobno must have’. Do tego słabszy osprzęt, min. aparat, procesor, brak czytnika i inne pierdoły. No i cena, niższa o 100$.

 

Quo vadis Apple?

Widzicie już o co mi chodzi, czemu film ‘Jobs’ jest antyreklamą dla ostatnich posunięć Apple?

On dobitnie pokazuje, jakie wartości są dla tej firmy najważniejsze. Natomiast premiera telefonów, która nastąpiła 3 tygodnie później dobitnie pokazuje, że o tych wartościach zapomniano. Apple, przestało być wyjątkowe, bo będzie teraz dostępne dla każdego.

Pod względem finansowym jest to strzał w 10-kę, nie mam co do tego wątpliwości. Telefon desygnowany na rynki wschodzące (np. Polska), gdzie iPhone 5S będzie za drogi. Z pewnością początkowo dochody Apple’a jak i sprzedaż znacznie wzrosną. Ale rynek zachował się tak jak przewidywałem: akcje w dniu premiery spadły o 5%.

Sęk w tym, że Apple za czasów Steve’a nie obchodziły głównie przychody. Ich produkty miały być dla wyjątkowych ludzi, niedoścignione pod względem designu, rozwiązań oraz użytej technologii, więc i cena wysoka cena była uzasadniona.

Teraz, po premierze tańszego modelu, reputacja głosząca ‚jesteśmy wyjątkową firmą, dla wyjątkowych ludzi, robiąca wyjątkowe produkty’ bierze w łeb. iPhone 5C nie jest telefonem wyjątkowym. Jest zwykły. Do granic możliwości. Nawet jeśli jest ładny, to niewiele zmienia.

Apple przez tą premierę straciło aurę elitarności. Jest to naturalna kolej rzeczy, kiedy chce się zwiększać zasięg poprzez zwiększenie portfolio produktów. Ilość nie równa się jakość i o tym zapomniano.

Podejrzewam więc, że premiery filmu i telefonów są zwykłym przypadkiem. Ale o ile film został ciepło przyjęty i serio warto go obejrzeć, to dla samego Apple jest on antyreklamą, bo pokazuje, że ta firma nie jest taka, jak była jeszcze do niedawna.

PS.

Nie jestem psychofanem Apple’a. Ba, kiedyś nie chciałem żadnego ich sprzętu, bo chciał go każdy. A teraz korzystam z iPada Mini, który jest fenomenalny. W nim jeszcze czuć, że ma się w ręce coś wyjątkowego.
Zwyczajnie szkoda mi Jobs’a.